Dzień sorobanu. Historia ukryta w liczbach

Był sierpień.
Promienie słońca odbijały się od dachów Kioto, a gorące powietrze falowało nad brukowanymi alejkami tego miasta. Rodzina Hiro szła powolnym krokiem. Byli na wakacyjnej wycieczce i nie musieli się nigdzie spieszyć. Ojciec szedł z mapą, mama z aparatem, a Hiro próbował im dorównać stawiając coraz cięższe kroki. Był zmęczony i zniecierpliwiony. Zwiedzali miasto od samego rana.

– Ile jeszcze tych świątyń? – jęknął.
– To nie świątynia, tylko herbaciarnia z epoki Edo – poprawił ojciec.
– Co za różnica… – mruknął chłopiec.

Szli dalej, gdy nagle usłyszeli dźwięk, który wyróżniał się z miejskiego zgiełku. Był to cichy, rytmiczny stukot. Z każdym ich krokiem dźwięk stawał się wyraźniejszy. Nie była to muzyka ani rozmowy. To były odgłosy, jakby ktoś przesuwał drewno po drewnie. Przyspieszyli kroku. Zatrzymali się przed niskim budynkiem z otwartymi drzwiami. To z jego wnętrza dochodziły dziwne hałasy. Przy wejściu wisiał baner z japońskimi znakami:8月8日・そろばんの日.

– Soroban no Hi” – powiedziała mama. – Dzień sorobanu.
– Soroban? Kojarzę to słowo – odezwał się ojciec. – Zdaje się, że kiedyś liczyliśmy na takim urządzeniu w szkole.
– Liczyliście? Hmm… Ja nigdy o tym nie słyszałem – powiedział Hiro. Chodzi co prawda do szkoły, ale nie w każdej japońskiej szkole jest okazja do zapoznania się z sorobanem.

Postanowili wejść do budynku. Zauważyli, że obok wejścia stały dwa kosze: jeden prawie pełny, a drugi już częściowo zapełniony drewnianymi koralikami. W progu czekał starszy mężczyzna w letnim kimonie. Skłonił się lekko.

– Dzień dobry. Dziś obchodzimy Soroban no Hi. Każdy uczestnik przekłada jeden koralik z lewego koszyka do prawego. To symbol – każda osoba, która tu wchodzi, zostaje „policzona”. Ale nie przez maszynę – tylko tak, jak liczono kiedyś.

– Kiedyś? – Hiro zamyślił się chwytając dłonią podbródek i podnosząc wzrok ku górze.
– Tak…, właśnie tak, jak kiedyś. – powiedział starzec.
– A kiedyś liczono ręcznie – wtrącił ojciec.
– Nie było fotokomórek, które dziś tę pracę wykonują bez udziału człowieka – kontynuował starzec.

Mama uśmiechnęła się i przełożyła pierwszy koralik. Potem ojciec. Hiro zawahał się, ale wyciągnął rękę. Koralik miał ciekawy kształt. Był gładki i ciepły. To dlatego, że na koszyk padały promienie letniego słońca.

Gdy Hiro przełożył go do drugiego koszyka, dotknęło go dziwne uczucie – jakby zrobił coś ważnego, choć jeszcze nie do końca wiedział i rozumiał co.

Wewnątrz budynku panował przyjemny chłód. Przestrzeń wypełniały długie, niskie stoły. Na podłodze leżały maty, a na matach siedziały dzieci. Dorośli też byli w sali, ale stanowili mniej liczną grupę obecną przy stolikach. Wszyscy pochyleni byli nad drewnianymi ramkami, z tą samą prostą konstrukcją. Słychać był głos prowadzącego i znajomy już dźwięk: klik… klik… pachi-pachi.

Hiro wszedł wolno, jakby nie chciał przeszkadzać. Z zainteresowaniem spoglądał, jak dzieci poruszały palcami po koralikach z dużą swobodą, ale też ze spokojem. To nie wyglądało na szkolny test. Bardziej przypominało jakąś… grę albo zabawę. Albo ćwiczenie spokoju dla głowy, bo wszyscy siedzieli tacy spokojni. Niektórzy nazywają to mindfulness. Moment, kiedy wszystko zwalnia, a ty skupiasz się tylko na koralikach. Umysł odpoczywa, ciało się uspokaja, a palce robią swoją spokojną robotę.

– Co oni robią? – zapytał.
– Liczą – odpowiedziała kobieta, która właśnie niepostrzeżenie do nich podeszła. Podała Hiro drewniany przyrząd, który w jego rękach od razu poczuł się jak znajomy.

Hiro popatrzył na nią zakłopotany, po czym ponownie rozejrzał się po sali. Kobieta, widząc to, zaczęła mówić.

– To soroban – wyjaśniła. – Japońskie liczydło.
Dodajemy, odejmujemy, mnożymy, dzielimy… ale najważniejsze, że uczymy się skupienia.

Hiro spojrzał na przyrząd.
– Ale… Ja nie wiem, jak tego używać!
– I nie musisz. Zacznij od jednego koralika. Po prostu go przesuń.

Hiro usiadł przy jedynym pustym stole na sali. Tak jakby ten stół czekał właśnie na niego. Przesunął koralik. Potem drugi. Nie znał zasad. Ale ten dźwięk… miał w sobie coś przyjemnego. Coraz śmielej zaczął przesuwać korale i poczuł jakby ktoś poukładał mu myśli w głowie.

Kobieta położyła mu przy stole małą książeczkę oraz papierową torebkę.
– Możesz go zabrać ze sobą. To prezent z okazji dzisiejszego dnia.

Hiro wracał do hotelu z sorobanem w ręku. Po głowie chodziło mu wiele myśli i pytań. Ale z szukaniem na nie odpowiedzi postanowił poczekać, aż dotrą do miejsca noclegowego.

Wieczorem, już w hotelu, Hiro wyjął soroban z torby i położył go na łóżku. Przesuwał koraliki bez celu. Po prostu słuchał dźwięku. Po chwili wziął w ręce książeczkę, którą otrzymał. Okazało się, że to instrukcja. Na jej podstawie wykonał swoje pierwsze matematyczne działanie na sorobanie.

– Tato… ty naprawdę kiedyś tego używałeś?
Ojciec spojrzał i uśmiechnął się lekko.
– Tak. Gdy byłem w podstawówce. To była nasza codzienność – zanim pojawiły się kalkulatory.
– I pamiętasz, jak się liczyło?
– Nie wszystko dokładnie. Ale pamiętam ten dźwięk. On zostaje w człowieku.
– A czemu to święto jest akurat dziś?

Ojciec nalał wody do szklanki, jakby potrzebował chwili, by odpowiedzieć.

– Dzisiaj jest 8 sierpnia. Sierpień to ósmy miesiąc. Po japońsku liczba osiem to „hachi”. Ósmy dzień ósmego miesiąca – to „hachi hachi”.
A to brzmi podobnie do „pachi-pachi” – tak Japończycy słyszą kliknięcie koralików.
– Pachi-pachi to taka onomatopeja, czyli wyraz naśladujący dźwięk – wtrąciła mama.
– To gra słów, ale też coś więcej. To święto rytmu, skupienia i japońskiej tradycji matematycznej – kontynuował ojciec.
– To nawet ma sens – mruknął Hiro. Sięgnął po długopis i napisał na kartce: 8.8 = pachi-pachi. Przykleił ją na torebkę, w której otrzymał liczydło. Teraz już będzie pamiętał ten dzień.


W Japonii Dzień Sorobanu przypada w samym środku wakacji, ale mimo to dzieci wciąż uczą się na nim liczyć. Szkoły publiczne są zamknięte, ale działają juku – prywatne szkoły popołudniowe – oraz setki lokalnych szkółek sorobanowych.
Dzieci uczą się tam nie dla ocen, ale z przyzwyczajenia. Dla rytmu. Dla siebie.

W Polsce sierpień to inny świat: trampoliny, jeziora, namioty, spotkania rodzinne, kolonie i wolne od wszystkiego. Zajęcia z sorobanu wracają dopiero we wrześniu, a dzieci spędzają wakacje na wyjazdach i w ruchu. Dlatego trudno świętować Dzień sorobanu tak samo jak w Japonii. Ale to nie znaczy, że nie warto spróbować.


Zachęcam Was – nawet mimo wakacyjnej przerwy – do symbolicznego uczczenia Dnia sorobanu. Liczydło w języku japońskim to soroban. Jeśli akurat macie pod ręką liczydło – niezależnie, czy to klasyczny japoński soroban, chiński suanpan czy europejski abakus – zróbcie jego zdjęcie i wrzućcie je pod postem poświęconym dzisiejszemu świętu na naszym profilu na Facebooku.
Niech to będzie Wasz własny „koralik w koszyczku” wspólnego świętowania.
A jeśli nie macie liczydła – wystarczy chwila refleksji. Czasem od takiego właśnie momentu wszystko się zaczyna.
Pachi-pachi.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

51 − 49 =
Powered by MathCaptcha

Przewijanie do góry