Jestem Maria i chcę opowiedzieć Wam moją edukacyjną historię.
Nie potrafię wskazać momentu, w którym po raz pierwszy usłyszałam o japońskim liczydle. To był temat, który pojawiał się i znikał – jak echo w oddali. Aż w końcu, na przełomie 2023 i 2024 roku, Facebook podsunął mi profil Akademii Sorobanu. Zatrzymałam się na chwilę. Coś mnie przyciągnęło i zaczęłam obserwować…
Marzenie o Sorobanie
W 2024 roku byłam zmuszona udać się na urlop zdrowotny. To miał być czas na regenerację i podreperowanie zdrowia. Wśród marzeń, które zapisałam sobie na ten okres, pojawił się jeden, wyjątkowy punkt: „Liczę na Sorobanie”. To nie był przypadkowy impuls. Czułam, że potrzebuję czegoś nowego – czegoś, co mnie zaangażuje, odciągnie od codzienności, da poczucie rozwoju i radości. Soroban wydawał się intrygujący, choć wciąż nie do końca wiedziałam, z czym to się je.
W czerwcu – a może nawet wcześniej – zadzwoniłam na numer znaleziony na stronie internetowej Akademii Sorobanu. Odebrał mężczyzna. Spokojnym, rzeczowym głosem odpowiadał cierpliwie na wszystkie moje pytania. Rozmowę zakończył sugestią, żebym wykupiła podstawowy poziom kursu sorobanu w formie online i sama sprawdziła, czy ta metoda do mnie przemawia. Wtedy trochę zwątpiłam, ale chęć nauki czegoś nowego we mnie pozostała.
Pierwsze kroki
Kurs kupiłam. Na początku września 2024 roku zalogowałam się na platformę. W pierwszym filmie przywitał mnie znajomy, spokojny głos prowadzącego. Poczułam się zaskakująco bezpiecznie – jakby ktoś towarzyszył mi w tej nowej przygodzie.
Zaczęłam ćwiczyć. Każdego dnia, gdy dom pustoszał i robiło się cicho, siadałam do sorobanu. Na początku były to proste działania – dodawanie i odejmowanie w zakresie 5 czy 10. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak coś mnie przyciągało. Wracałam do nauki codziennie – najpierw na 15 minut, potem 30, w końcu 45. Coraz trudniej było mi się oderwać.
W końcu ukończyłam pierwszy poziom – HOP i przyszedł czas na sprawdzenie siebie, na egzamin online. Odkładałam go z dnia na dzień, bo bałam się. Do dziś pamiętam trzęsące się dłonie, nerwy i niepewność przy przesuwaniu koralików. I ogromną ulgę, gdy na ekranie pojawił się komunikat: egzamin zdany.

Coraz dalej – i coraz głębiej
Następny etap to poziom STEP, a w nim nowe wyzwania: nieco trudniejsze strategie i działania na liczbach dwucyfrowych. Mimo rosnącego poziomu trudności, czas przy liczydle mijał błyskawicznie. Każde ćwiczenie wciągało mnie coraz bardziej, a zaliczanie kolejnych poziomów i egzaminów przynosiło coraz większą satysfakcję.
Soroban przestał być dla mnie tylko pomocą dydaktyczną. Stał się codziennym rytuałem, który dawał spokój i poczucie sensu. Gdy zbliżał się koniec dostępu do kursu, czułam, że nie mogę na tym poprzestać. Podczas rozmowy z mężem powiedziałam wprost: chcę kontynuować. I tak – wykupiłam dostęp do kolejnych poziomów kursu.
To jest genialne!
Kolejne lekcje odsłaniały przede mną zupełnie nowy świat obliczeń. Z każdym dniem rosła nie tylko trudność zadań, ale i moja ciekawość. Co jeszcze potrafi to liczydło?
Pierwsze mnożenie – to jest genialne, pomyślałam. Potem dzielenie – to niesamowite! Ćwiczyłam rano, po południu, wieczorem. Co ciekawe – mnożenie i dzielenie szły mi nawet lepiej niż dodawanie. Oczywiście, błędy się zdarzały, to normalne. Jednego dnia szło mi świetnie, drugiego – nieco trudniej. Ale już nie stresowałam się egzaminami online. Nabrałam nie tylko biegłości w liczeniu, ale i pewności siebie. Wraz z nią pojawiła się nowa myśl: może spróbować zdać certyfikowany egzamin Soroban Foundation of Japan? Ponownie skontaktowałam się z Akademią Sorobanu. Moja rozmowa dotyczyła właśnie tego egzaminu.
Decyzja – egzamin w Siedlcach
Rozmowa rozwiała wiele moich wątpliwości. Dowiedziałam się, że mogę podejść do certyfikowanego egzaminu Soroban Foundation of Japan na poziom 8 kyu w Polsce – i że odbędzie się on już niedługo, 26 kwietnia 2025 roku w Siedlcach. Ta informacja poruszyła we mnie coś głębszego. Zaczęłam rozważać udział. Sprawdzałam połączenia – pociąg? samochód? A może zdawać w Gliwicach? Może tam będzie bliżej i wygodniej? Z każdą opcją pojawiały się wątpliwości. Równolegle uczestniczyłam w webinariach innych firm uczących arytmetyki mentalnej i zastanawiałam się, czy nie pójść inną drogą. I wtedy – jakby znak – na Facebooku pojawił się plakat: XI Mistrzostwa Polski w Obliczeniach na Sorobanie. Ta sama data, ta sama miejscowość. To przeważyło. Decyzja zapadła – jadę do Siedlec.
Dowiedziałam się jeszcze, że główny egzaminator będzie uczestniczył w zawodach, a test poprowadzi ktoś inny. Ale to nie miało już znaczenia. Chciałam spróbować – mimo niepewności i mimo dystansu. Z godzinnym opóźnieniem dotarłam na miejsce noclegu. Zmęczona, ale podekscytowana i gotowa do testu.
Egzamin pod presją
Sobota, 26 kwietnia.
Większość Polski żyła rocznicą pogrzebu papieża – a ja szłam na egzamin, z liczydłem w torbie i drżącym sercem. W sali widziałam młodego prowadzącego, a w ławkach – uczniów uczestniczących w sobotnich zajęciach. Siadłam. Otrzymałam próbny arkusz ćwiczeniowy, żeby rozruszać palce. Ręce znowu zaczęły drżeć – jak przy pierwszym egzaminie online. Starałam się dać z siebie wszystko, ale emocje były trudne do opanowania.
Po zakończeniu testu sprawdzający zerknął na moje odpowiedzi i powiedział spokojnie:
– Zazwyczaj jedna cyfra jest błędna.
Niby pocieszające, ale jednak niedokładność nie dawała spokoju. W głowie pojawiło się zwątpienie: czy to wystarczy? czy jestem gotowa?
Godzina 11:15.
Rozpoczął się właściwy egzamin. W sali unosił się rytmiczny szum przesuwanych koralików. Panowała atmosfera skupienia. Ja też byłam maksymalnie skoncentrowana. W myślach powtarzałam jak mantrę: „Gdy nie możesz dodać 8, to odejmij 2…”. Czas minął zaskakująco szybko. W końcu usłyszałam dźwięk stopera, sygnalizujący, że Już po wszystkim. Nie miałam pojęcia, jak mi poszło. Starałam się nie analizować, nie rozkładać na czynniki pierwsze. Wiedziałam, że niczego już nie zmienię. Musiałam być cierpliwa. Wyniki miały być za tydzień.
Mistrzostwa – przełom w głowie
Po egzaminie postanowiłam zajrzeć na Uniwersytet w Siedlcach, gdzie trwały XI Mistrzostwa Polski w Obliczeniach na Sorobanie oraz wystawa liczydeł. Chciałam poczuć atmosferę wydarzenia, zobaczyć, jak wygląda soroban w wydaniu turniejowym – na żywo.
Na korytarzu, wśród tłumu uczniów, rodziców i nauczycieli, zobaczyłam z daleka trenera Akademii Sorobanu, z którym wcześniej rozmawiałam przez telefon.
Podeszłam i przedstawiłam się.
– Chciałaś mnie poznać? – zapytał z uśmiechem.
Odwzajemniłam uśmiech. Coś w tym było.
Zostałam na dłużej. Rozmawiałam z uczniami i ich rodzicami. Słuchałam historii o tym, jak uczą się liczyć, jakie robią postępy, jak bardzo cieszy ich praca z sorobanem. W ich oczach widziałam tę samą pasję, którą sama czułam.
Podczas wydarzenia wysłuchałam wykładu Krzysztofa Chojeckiego, znanego jako pan Pistacja. Następnie rozmawialiśmy o nauce matematyki, jej różnych obliczach i sposobach na to, by uczynić ją bardziej dostępną i angażującą dla uczniów. Spotkanie dodało mi jeszcze więcej motywacji i utwierdziło w przekonaniu, że edukacja może być fascynującą przygodą.

Zdałam! I idę dalej
Dni mijały, a informacji o wyniku egzaminu wciąż brakowało. Towarzyszył mi niepokój, a w głowie wciąż krążyły pytania: czy wystarczyło? czy dałam radę? Ćwiczyłam dalej. Wróciłam nawet do niższych poziomów, by poprawić płynność i odzyskać lekkość w liczeniu. Pracowałam nad dokładnością, jakby sama nauka była najlepszym lekarstwem na czekanie. I była. W końcu… przyszła wiadomość. Zdałam.
Zalała mnie fala ulgi i radości. Ten egzamin był czymś więcej niż sprawdzianem umiejętności – był potwierdzeniem, że warto było zaufać sobie i tej drodze. Podjęłam decyzję: chcę współpracować z Akademią Sorobanu. Czuję, że to coś, co może dawać innym tyle samo, ile dało mnie.
Wkrótce potem przyjechałam na kolejny egzamin. W drodze powrotnej sięgnęłam po książkę „Soroban. Konteksty. Teoria. Praktyka”. Czytałam ją jednym tchem. Zachwyciła mnie jej przystępność, nowoczesna forma, klarowny język. Wiedza zdobyta podczas kursu online zaczęła się w mojej głowie układać jak koraliki na sorobanie – spójnie, logicznie, zrozumiale.
Teraz albo nigdy
Od dawna myślałam o własnej działalności. Szukałam czegoś wyjątkowego. Po 25 latach szukania – znalazłam.
Soroban. Niepozorne liczydło, małe genialne narzędzie. Zaczynam nowy rozdział – dla siebie i dla dzieci, które będę miała przyjemność uczyć.
Słowo wdzięczności
Każda droga ma swoich cichych bohaterów. Dla mnie takim bohaterem jest mój mąż – dziekuję za nieustanne wsparcie, wiarę we mnie i cierpliwość w chwilach moich wątpliwości. Dzięki Tobie odważyłam się zrobić ten krok.
Maria od września rozpocznie prowadzenie klasy Akademii Sorobanu w Głogowie, gdzie będzie uczyć dzieci japońskiej sztuki liczenia metodą Ishido-Shiki. W wolnych chwilach sama doskonali swoje umiejętności i przygotowuje się do kolejnych certyfikowanych egzaminów Soroban Foundation of Japan.
