W Japonii jest powiedzenie: „prawdziwa nauka zaczyna się wtedy, gdy człowiek przestaje liczyć czas„. Jak zatrzymać czas? Przecież nie da się go zatrzymać. Ale są miejsca, gdzie zdaje się płynąć inaczej, wolniej. Dziś zaglądam do takiego miejsca, do warsztatu pachnącego bambusem. Widzę, jak pracują maszyny stolarskie. Widzę, jak ktoś przesuwa koralik o dziesiątą część milimetra. Nie dlatego, że musi, ale dlatego, że chce. Chce wykonać swoją rpacę jak najlepiej. Każdy ruch i każda niedoskonałość ma znaczenie dla osoby, która będzie używać przyrządu. W takim świecie soroban nie jest tylko liczydłem. Jest świadectwem cierpliwości, precyzji i szacunku do narzędzia, które kształtuje charakter człowieka. I tego który go wytwarza, i tego który go później używa.
Nauczyciele Soroban Foundation of Japan z wizytą w Banshu
31 października, podczas szkolenia nauczycieli Soroban Foundation of Japan odwiedzono warsztat w mieście Ono, w prefekturze Hyōgo. To w tym miejscu od pokoleń powstają sorobany Banshu. W halach i pachnących drewnem pracowniach można zobaczyć, jak wciąż żyje tradycja, której początki sięgają epoki Tenshō (1573–1591).
Jak głosi historia, rolnicy, którzy w tamtym czasie uciekli przed wojną i schronili się w okolicach miasta Ōtsu, zaczęli wytwarzać sorobany jako dodatkowe zajęcie. Z czasem rzemiosło to rozkwitło. Trudno w to uwierzyć, ale w okresie Shōwa (1926-1989) były lata, gdy produkcja osiągała niewiarygodną skalę 3,6 miliona sztuk sorobanów rocznie! Dziś, mimo że świat przyspieszył w kierunku cyfrowości, a kalkulatory wcisnęły się za sprawą smartfonów w niemal każdą kieszeń, tamtejsi rzemieślnicy nadal wytwarzają sorobany ręcznie, z taką samą precyzją i oddaniem jak ich przodkowie.
Na wykonanie jednego liczydła składa się ponad sto etapów pracy. „Mistrzowie bambusa” nadają kształt prętom, po których ślizgają się koraliki. „Rzeźbiarze koralików” toczą maleńkie drewniane kulki do precyzyjnych rozmiarów. Jeszcze inni je polerują i nadają odpowiedni kolor, aż w końcu kolejni specjaliści montują całość z dokładnością do jednej dziesiątej milimetra. Każde liczydło skrywa cierpliwość i serce człowieka, który potrafił zamienić drewno w narzędzie do myślenia i rozwoju.
W fabryce Banshu da się zauważyć smutek. Tradycja wytwarzania sorobanów stoi dziś na rozdrożu — wysoko wykwalifikowani rzemieślnicy starzeją się, a następców brak. Coraz więcej warsztatów zamyka się, bo nie ma komu przekazać wiedzy i stanąć za sterami maszyn. Dlatego właśnie dla nauczycieli sorobanu taka wizyta ma głęboki sens. Żeby uczyć dzieci szacunku do drugiego człowieka i do samego siebie, trzeba rozumieć, czym naprawdę jest narzędzie, którego do tej nauki się używa.






Soroban w służbie polskich dzieci
W Polsce większość uczniów zaczyna swoją przygodę z liczydłem od modeli plastikowych, które są lekkie, praktyczne i dostępne w niskiej cenie. Okupione to jest najczęściej słabą jakością wykonania. Można to nawet zrozumieć. Nauka wymaga prostych środków, zwłaszcza na początku, gdy niska jakość nie przeszkadza za bardzo w stawianiu pierwszych edukacyjnych kroków. Z kolei niska cena ułatwia wejście w świat sorobanu bez zbytniego obciążania domowego budżetu.
Gdy dziecko posiądzie już pewną biegłość, gdy jego dłonie zaczną poruszać się po koralikach z naturalnym rytmem, przychodzi moment, by po raz pierwszy dotknąć prawdziwego, drewnianego sorobanu. I wtedy dzieje się coś szczególnego. Okazuje się, że koraliki przesuwają się bardziej precyzyjnie. Dźwięk przesuwanych paciorków jest cieplejszy, głębszy, jakby bardziej „ludzki”. Palce wyczuwają drobne różnice faktury materiału, a zapach drewna budzi skojarzenia z czymś dawnym, trwałym i pięknym. Tego piękna brakuje liczydłom plastikowym. Uczeń, który wcześniej korzystał z taniego liczydła nagle odkrywa, że przyrząd może mieć duszę. Powrót do liczydła z tworzywa sztucznego budzi najczęściej zniechęcenie, a głowie pojawiaja się pytanie: „jak mogłem wcześniej na tym liczyć?”
Każdy taki moment, gdy małe dziecięce dłonie trzymają w sobie cząstkę rzemieślniczej tradycji Japonii jest jak most między kulturami. Z jednej strony japoński mistrz w mieście Ono, który przez dziesięciolecia doskonalił się w nadawaniu precyzyjnego kształtu jednego koralika, z drugiej polskie dziecko, które uczy się myśleć poprzez ruch i rytm.

Dlaczego takie wizyty mają sens
Wielu nauczycieli po tej wizycie mówiło:
„Dopiero teraz rozumiem, jak wiele kryje się w jednym sorobanie.”
„Kiedy opowiadam o tym uczniom, moje słowa brzmią inaczej — z większym szacunkiem.”
Jestem przekonany, że gdy nauczyciel zna kontekst historyczny sorobnau, wie, jak on powstaje, to inaczej patrzy na swoje zajęcia. A gdy uczeń usłyszy tę opowieść, może spojrzeć na swoje liczydło z wdzięcznością. Bo soroban to nie tylko narzędzie do liczenia — to symbol harmonii między precyzją a sercem. Kto wie, może właśnie w tym tkwi jego największa siła. Uczy nas liczyć, ale też uważać, doceniać i pamiętać.
Podziękowanie
Serdecznie dziękuję Kiyomi Numacie, prezes Ishido-Shiki,jednej z najbardziej cenionych szkół sorobanu w Japonii, za podzielenie się relacją z wizyty w Ohno. To właśnie nauczyciele tej szkoły odbyli wizytę w region Banshu poznając historię, kulturę i współczesne wyzwania rzemiosła sorobanowego. Chciałem, by również polskim pasjonatom sorobanu przypomnieć, że w każdym liczydle kryje się opowieść o pracy, tradycji i drugim człowieku.
Zdjęcia: Kiyomi Numata
