Lubię chodzić po górach. Nie należę do osób, które muszą zdobyć każdy możliwy szczyt i już nie ścigam się z innymi turystami sprawdzając co chwilę czas. Ten etap mam już za sobą. Chodzę bez udowadniania, że wszedłem szybciej niż ktoś przede mną. Najbardziej lubię samą drogę, że najpierw idzie się spokojnie przez las, potem pojawiają się kamienie, a nachylenie robi się większe, przyspiesza oddech. Lubię podejmować górski wysiłek.
Czasem patrzę na szczyt u wejścia na szlak i myślę, że on nie jest zbyt daleko. Dopiero po chwili marszu okazuje się, że widoczny wierzchołek niekoniecznie jest tym właściwym. Za nim pojawia się kolejny, potem jeszcze jeden. Na mapie wygląda to niewinnie, ale w rzeczywistości droga robi się długa.

Podczas jednej z takich wędrówek pomyślałem, że zdobywanie górskich szczytów jest bardzo podobne do nauki sorobanu. Szczególnie do nauki prowadzonej w stylu japońskim, według metody Ishido-Shiki. To oczywiste – powiecie. Przecież i jedno i drugie wymaga wysiłku. Podobieństwo jest jednak znacznie większe. Japoński system nauki sorobanu, podobnie jak górski szlak, ma swoje etapy i jasno wyznaczone cele. Najpierw są poziomy kyu, później dan, a na każdym z nich trzeba opanować konkretne umiejętności. Nie wystarczy powiedzieć, że liczy się dobrze. Trzeba zaprezentować, co dokładnie się potrafi.
Identycznie jest w górach. Nie wystarczy stwierdzić, że jest się dobrym turystą. Innych umiejętności wymaga spacer doliną, innych wejście na niewysoki szczyt, a jeszcze innych długa wyprawa granią. Każda trasa stawia przed turystą konkretne wymagania. Spróbujmy te podobieństwa prześledzić.

Najpierw trzeba wejść na szlak
Niemal każda górska wyprawa zaczyna się tak samo, przy parkingu, na przystanku, przy tablicy z mapą albo przy pierwszym oznaczeniu szlaku. Wokół chodzą ludzie, ktoś poprawia plecak, ktoś szuka biletu, poprawia wiązanie buta, a jeszcze ktoś inny zastanawia się, czy na pewno zabrał wodę.
W nauce sorobanu jest podobnie. Pierwszy etap nie wygląda efektownie. Uczeń poznaje budowę liczydła, uczy się prawidłowo trzymać je w ręce i przesuwać koraliki odpowiednimi palcami. Dowiaduje się, gdzie znajdują się jedności, dziesiątki i setki. Zaczyna wykonywać proste działania. Można pomyśleć, że niezbyt wiele się dzieje. Dziecko przesuwa koraliki i zapisuje wyniki. Jednak właśnie wtedy powstają podstawy wszystkiego, co wydarzy się później.
W górach pierwsze kilometry też często są łatwe. Nie oznacza to jednak, że ten mało interesujący fragment drogi jest niepotrzebny. Bez niego nie da się wejść wyżej, bo trzeba przyzwyczaić nogi do marszu i złapać odpowiedni rytm.
Na sorobanie również trzeba najpierw zlapać swój rytm. Ruchy palców muszą stać się naturalne, a w dalszym etapie niemal automatycznie.
Poziomy kyu, czyli kolejne etapy drogi
W japońskim stylu nauczania sorobanu uczeń przechodzi przez kolejne poziomy kyu. Zaczyna od poziomów łatwiejszych, a później stopniowo zbliża się do 1 kyu i jeśli starczy wytrwałości, to również do poziomów mistrzowskich dan. Na każdym etapie pojawiają się wymagania dotyczące rodzaju działań, wielkości liczb, liczby przykładów, wymaganej poprawności oraz czasu wykonania arkusza.
To poziomy zdobywane za konkretne umiejętności. Nie wystarczy chodzić przez kilka miesięcy na zajęcia, aby automatycznie znaleźć się wyżej. Trzeba potwierdzić, co się umie podczas certyfikowanego egzaminu Soroban Foundation of Japan, jednakowego dla uczniów na całym świecie.
Przypomina to szlak podzielony na odcinki. Najpierw trzeba dotrzeć do pierwszego punktu na trasie. Potem do schroniska, przełęczy albo innego miejsca, w którym szlak zmienia kolor i zaczyna prowadzić bardziej stromo. Każdy etap jest częścią większej drogi, ale może być też osobnym osiągnięciem każdego ucznia.
Dla początkującego ucznia zdanie pierwszego egzaminu może być zdobyciem pierwszym szczytu. Dla kogoś stojącego z boku nie będzie to nic wielkiego. Ot, kilka prostych działań i certyfikat. Dla dziecka jest to jednak dowód, że potrafiło dojść do celu. I należy to docenić.
Ktoś, kto właśnie wszedł na niewielką górę, nie potrzebuje od razu wdrapywać się na znacznie wyższe szczyty. Tym bardziej, gdy jest początkującym turystą. On wie, że są wyższe wierzchołki, ale tego dnia jego celem była właśnie ta góra, którą zdobył.
Tak samo uczeń próbujący osiągnąć poziom 9 czy 8 kyu nie musi jeszcze myśleć o tym, co będzie robił na poziomie dan. Na razie powinien skupić się na najbliższym odcinku drogi.
Każdy szczyt wymaga czegoś innego
Nie wszystkie górskie szlaki wyglądają tak samo. Na jednym potrzebna jest dobra wytrzymałość. Na innym trzeba uważać na śliskie kamienie. Jeszcze gdzie indziej jest krótko, ale bardzo stromo. Czasem największym problemem okazuje się nie podejście, lecz zejście, gdy nogi odmawiają już posłuszeństwa.
Podobnie wyglądają kolejne poziomy sorobanu. Na początku uczeń powinien dobrze opanować dodawanie i odejmowanie. Później dochodzi mnożenie, dzielenie i coraz większe liczby. Zadania stają się dłuższe, a czasu nie przybywa. Sama znajomość techniki nie wystarcza. Potrzebna jest płynność i dokładność, koncentracja i odporność na stres.
Czasem uczeń bardzo dobrze radzi sobie z mnożeniem, ale trudność sprawia mu dzielenie. Inny liczy bardzo szybko, lecz ma skłonność do popełniania licznych błędów. Jeszcze ktoś inny rachuje niemal bezbłędnie, ale jest zbyt wolny, aby zmieścić się w wymaganym czasie. Każdy ma więc trochę inną górę do zdobycia.
Nauczyciel powinien umieć zdiagnozować problem. Nie zawsze dobrym pomysłem jest wykonanie kolejnych stu podobnych przykładów. Czasem trzeba poprawić technikę lub zwolnić, aby odzyskać dokładność. Innym razem właśnie przyspieszyć i nauczyć się podejmowania decyzji bez ciągłego sprawdzania każdego ruchu.
Wędrowiec też nie zawsze potrzebuje mocniejszych nóg. Musi nauczyć się rozkładać siły, ubrać wygodniejsze buty albo zabrać lżejszy plecak.

Mapa nie stawia kroków
W japońskim systemie poziomy kyu i dan tworzą coś w rodzaju mapy. Uczeń wie,w którym miejscu się znajduje, gdzie jest jego czerwona pinezka. Wie, jakie umiejętności już zdobył oraz czego powinien nauczyć się, aby ruszyć dalej. Mapa jest potrzebna. Bez niej łatwo zgubić kierunek albo przez krążyć po tym samym fragmencie trasy. Jednak sama mapa nigdzie za człowieka nie pójdzie.
Można dokładnie znać wymagania egzaminacyjne, mieć próbne arkusze i dobrego nauczyciela. To nie wystarcza. Pójście dalej wymaga wysiłku z sorobanem w ręku. Koraliki nie zaczną poruszać się szybciej od samego patrzenia na nie.
W górach również można kupić najwygodniejszy plecak, przeczytać opisy wszystkich tras i obejrzeć kilkanaście filmów pokazujących trasę i widok ze szczytu. Nadal jednak trzeba zrobić pierwszy krok, a za nim tysiące kolejnych.
Japoński styl nauczania bardzo wyraźnie pokazuje, że umiejętność powstaje dzięki systematycznej pracy, a nie przez wysiłkowy zryw tuż przed egzaminem. Bardziej przypomina to spokojne chodzenie po górach niż wbieganie po schodach.
Czasem trzeba się zatrzymać
Na szlaku zdarzają się postoje. Człowiek siada na kamieniu, pije wodę, podziwia widoki lub próbuje uspokoić oddech. To nie rezygnacja z wyprawy, ale jej normalna część. Ale są też osoby, które zawracają, bo nie mogą udźwignąć wysiłku.
W nauce także pojawiają się momenty, kiedy postęp przestaje być widoczny. Uczeń długo ćwiczy, ale ciągle nie widać progresu, żadnej poprawy, zwiększenia tempa. Nadal brakuje kilku dobrych wyników, a czas jest odrobinę za długi. Takie okresy są trudne, bo wcześniej wszystko szło szybko.
Podczas momentów zatrzymania zachodzą najważniejsze zmiany. Ruchy stają się pewniejsze, poprawia się koncentracja, a umiejętności się stabilizują. Nie widać tego jeszcze w wyniku egzaminu. Zdarzają się osoby, które rezygnuje wtedy z nauki, nie chcą iść dalej. Pierwsze poziomy można było zaliczać jeden po drugim, a teraz nagle droga zrobiła się bardziej stroma.
W górach też można przez dłuższy czas iść zakolami i mieć wrażenie, że szczyt wcale nie jest bliżej. Dopiero po wyjściu ponad linię drzew człowiek odwraca się i widzi, jak wysoko zdołał już dotrzeć.

Egzamin jak dzień wejścia na szczyt
Do górskiej wyprawy można się dobrze przygotować, ale nigdy nie da się przewidzieć wszystkiego. Może z nienacka przyjść chmura i padać, może mocno wiać. W przeddzień wędrówki można zarwać noc albo mieć słabszy dzień.
Na egzaminie sorobanowym jest podobnie. Uczeń może być przygotowany, a mimo to popełnić prosty błąd źle odczytać liczbę, zgubić rytm albo na chwilę stracić koncentrację. Porażka na egzaminie nie oznacza, że niczego się nie nauczył. Informuje jedynie, że tego dnia nie udało się spełnić wszystkich warunków potrzebnych do jego zaliczenia.
Czasem w górach rozsądniej jest zawrócić. Można spróbować ponownie atakować ssczyt przy lepszej pogodzie i z większym doświadczeniem.
Z egzaminem jest tak samo. Powrót do ćwiczeń nie cofa do początku. Uczeń wraca na szlak z wiedzą o tym, co sprawiło mu trudność.

Poziomy kyu nie są końcem drogi
Mogłoby się wydawać, że dotarcie do 1 kyu jest wejściem na najwyższy szczyt i zakończeniem całej przygody. W rzeczywistości jest raczej wyjściem na grań, z której dopiero widać kolejne wierzchołki. A te wierzchołki, to stopnie mistrzowskie dan.
Poziom dan oznacza bardzo wysokie umiejętności, ale nie oznacza, że człowiek nauczył się już wszystkiego. Zadania są coraz trudniejsze, liczby jeszcze większe, a szybkość i poprawność trudna do wyobrażenia. Uczeń rozwija jeszcze bardziej nie tylko technikę liczenia na sorobanie, lecz także anzan, czyli obliczenia wykonywane w pamięci przy użyciu wyobrażonego liczydła.
To trochę tak, jakby po wielu wyprawach człowiek przestał się zastanawiać, czy potrafi wejść na górę ale zaczął myśleć, jak to zrobić lepiej, pewniej i bardziej świadomie.
Nie wszyscy muszą wejść na ten sam szczyt
W japońskim systemie wymagania dla danego poziomu są takie same. Nie oznacza to jednak, że każdy uczeń musi dojść do tego samego miejsca.
Jednemu wystarczy zdobycie kilku poziomów kyu i umiejętność sprawnego liczenia. Ktoś inny będzie chciał dojść do 1 kyu. Jeszcze inny spróbuje zdobyć poziom dan i rozwijać anzan. Taki obraz jest obecny w aktualnych umiejętnościach naszych uczniów.
Nie każdy turysta musi wchodzić na najwyższe szczyty. Można kochać wędrowanie górskimi szlakami, wybierając spokojniejsze trasy. Można też wracać wiele razy w to samo miejsce i za każdym razem zauważać coś nowego.
Najważniejszy jest następny krok
Ze szczytu dobrze widać drogę, którą się przeszło. Widać las, przełęcze i odsłonięte fragmenty szlaku. Przez chwilę można cieszyć się sukcesem, zrobić pamiątkowe zdjęcie, zjeść kanapkę, ale to nie koniec. Trzeba jeszcze zejść.
W nauce sorobanu certyfikat jest ważny, bo pieczętuje sukces. Warto go uroczyście wręczyć, powiesić na ścianie i cieszyć się osiągnięciem. Nie musi jednak oznaczać końca nauki. Najwięcej dzieje się między egzaminami, podczas kolejnych ćwiczeń, prób i poprawiania błędów. Szczyty są potrzebne, bo wyznaczają kierunek. Jednak nie da się zostać na stałe na szczycie, bo z czasem może zrobić się tam tłoczno. Większość czasu spędzamy jednak w drodze. Soroban uczy, jak być w drodze i nie ustawać. A to bardzo cenna umiejętność, bo gwarantuje rozwój dzieci i nie tylko dzieci.
